Belgijski e-commerce, to zagraniczni gracze


Belgijski e-commerce to zagraniczni gracze
Belgijski e-commerce to zagraniczni gracze

Belgijski e-commerce, to zagraniczni gracze

Ciekawą rzecz możemy obserwować na belgijskim rynku e-handlu. Wśród topowych najważniejszych firm, tworzących tamtejszy e-commerce, nie ma ani jednej… belgijskiej marki. W pierwszej dziesiątce pojawiają się zaledwie dwie. To ciekawy precedens, który paradoksalnie daje sporą wiedzę na temat tego, co może się przytrafić również u nas.

Najwięksi belgijscy gracze

Największy obrót online osiągnęła marka holenderska – bol.com. Dalej również brand z Holandii: Coolblue i… Amazon France. Co ciekawe, w całym zestawieniu 10 najważniejszych graczy na belgijskim rynku handlu cyfrowego, aż trzy pozycje należą do Amazona: Amazon France na 3 pozycji, Amazon na szóstej, a Amazon Germany – na dziewiątej.

To dowodzi, że Belgowie nie obawiają się handlu transgranicznego zupełnie. 58 procent Belgów robi zakupy i na krajowych, i na zagranicznych stronach. Z kolei 16 procent – wyłącznie na zagranicznych. Wśród zagranicznych witryn dominują te z Holandii (34 proc.), z Chin (16 proc.), Niemiec (15 proc.) i Wielkiej Brytanii (10 proc.).

Dłuższy czas oczekiwania, inne trendy?

Co ciekawe: większość z klientów nie ma nic przeciwko dłuższemu oczekiwaniu na dostawę. To ciekawe, ponieważ aktualne trendy mówią, że nie liczy się cena, a właśnie jak najszybsza dostawa. Zatem czy Belgowie, swoimi zachowaniami w obszarze e-zakupów, wyznaczają właśnie nowe trendy?

Nie do końca.

Belgia to bardzo specyficzny, żeby nie napisać – dziwny – kraj. Rozwinięty, nowoczesny, ale pod względem handlu cyfrowego – trochę w tyle. Belgowie później, niż wiele innych krajów Zachodniej Europy, wystartowali na całego z e-commerce. Główna przyczyna? Belgia to bardzo podzielony kraj. Część jest niderlandzkojęzyczna, część francusko. Państwo – niby całość – podzielić można na kilka społeczności, kilka regionów, kilka języków. Podobnie jest w Holandii.

Dodatkowo przepisy i regulacje również działały mocno spowalniająco na belgijski e-handel. Na przykład pracownicy w sprzedaży cyfrowej nie mogli pracować nocami. To sprawiało, że trudno było „walczyć” o szybką dostawę, podczas gdy zagraniczne brandy – oferowały ją bez problemu.

Na szczęście wiele się zmieniło i jeszcze zmieni. Zarówno konsumenci, jak i ekonomiści chcą tego samego, a gospodarka tego kraju może rozwijać się także z powodu handlu cyfrowego. Prawo zostało zmienione, a belgijskie marki mogą konkurować z zagranicznymi.

Belgijski e-commerce, to zagraniczni gracze

Zatrzymajmy się na chwilę przy dwóch, topowych markach, które rządzą w Belgii. O Amazonie wszyscy już pisali, wszyscy doskonale wiemy, że to e-commerce’owy bóg, któremu nawet seks-skandal i rozwód właściciela nie zaszkodzi. bol.com – marka holenderska. Powstała w 1999 roku, a w Belgii funkcjonuje od 2002 roku. Od tego czasu rozwój tej firmy na rynku belgijskim zmienił się diametralnie. W 2015 roku firma ogłosiła, że 17 procent z 6 milionów klientów, to właśnie Belgowie. Przychody – rok później – z rynku belgijskiego wzrosły do 60 procent.

Ecommerce Foundation - Belgijski e-commerce

źródło: Ecommerce Foundation (via Gondola)

Z kolei Coolblue to sprzedawca omnichannel, który powstał w 2000 roku, stawiając pierwszy sklep internetowy w Holandii. Dwa lat później pojawiły się „oddziały” w Belgii, a w 2007 – Coolblue otworzył stacjonarny sklep w Antwerpii. Belgowie kochają ten brand z powodu rewelacyjnej obsługi klienta. Marka robi wszystko, by zadowolić kupujących na każdym etapie zamówienia.

E-commerce zmiennym jest

Co kraj – to inne spojrzenie na rynek handlu cyfrowego. Patrząc na dane państwo trzeba wziąć pod uwagę każdy możliwy aspekt, dlatego trudno jednoznacznie stwierdzić, że trzeba wzorować się na Stanach Zjednoczonych, Francji czy Wielkiej Brytanii. Bez wątpienia są takie rynki, które sporo ryzykują, wprowadzając mocno innowacyjne, czy czasem i kontrowersyjne metody reklamowania, doręczania, czy te, dotyczące polityki zwrotów i reklamacji. Czy wyobrażamy sobie, że my, w Polsce, będziemy mieli możliwość zwracania nawet używanych produktów, jak to ma miejsce np. w USA? Albo czy w naszych dużych miastach dostawa tego samego dnia będzie równie „brawurowa”, co np. w Londynie czy Berlinie? Ale nie ma co narzekać – nasz e-commerce ma się całkiem dobrze, rozwija się w fantastycznym tempie, a Polacy wiele udogodnień, jak np. Blik czy Paczkomaty, pokochali.